Bardzo pozytywny wykop. Oglądając ten materiał cieszyłem się jak dziecko ze szczęścia tego faceta. Bardzo się cieszę że ma synka i widać że rodzinka jest szczęśliwa pomimo jego (ojca) wzrostu. Szacun, oby im się dalej wiodło ! :)
(a tytuł wykopu wg. mnie nietrafiony)
@Piotrusiek,
bo na wykopie wszyscy udają wrażliwych i czułych żeby dostać jak najwięcej plusów i dla nich nawet taki tytuł jest obraźliwy. Jak dla mnie właśnie jest świetny, bo gdyby brzmiał "Tatuś bawi się z synkiem" to nikt by nawet nie zajrzał.
@krak,
rodzinka jest szczęśliwa bo żona ma kasę za wywiady, reportaże i jakieś Księgi Guinessa, dziecko ma lalkę do zabawy w postaci ojca, natomiast ojciec ma rodzinę.
Zobaczymy jakie będzie miał piekło maluch za pare lat.
NIe często wchodzę na komentarze, ale może ktoś mi wyjaśni.
Człowiek na początku (Trzeci) twierdzi, że autorytet u ojca przejawia się jego wzrostem i ewentualną siłą dostaje wasze głupie punkty dodatnie. Fakt,że mamy tutaj skrajny przypadek,ale argumentacja typu ""Jestem większy od niego, co on mi zrobi?" jest poniżej pasa tatusia z materiału.
Współczuje temu gościowi, nie ze względu na przypadłość, ale właśnie ze względu na syna.
Młody może mieć zatracone poczucie ważności w rodzinie, i sobie pomyśli "Jestem większy od niego, co on mi zrobi?" Może to ostatecznie doprowadzić do niemiłych sytuacji.
Mamuśka jego będzie miała wiele do roboty z wychowaniem syna.
Oczywiście, można powiedzieć, że w kochającej sie rodzinie bla bla bla rozmowa czyni cuda.
Akurat. Autorytet w domu musi być.
Młody może siadać za kierownicą i udawać, że wiezie synka, polska policja się nabierze, a ojciec przynajmniej jak pojedzie do pracy to nie będzie dreptany w autobusie
Nelson Aquino de la Rosa (September 6, 1968 – October 22, 2006), a.k.a. Mahow, was one of the shortest men of the twentieth and twenty first centuries and an actor from the Dominican Republic. Nelson measured 71 centimeters tall
@guma__
"ważne że mimo że wygląda jak wygląda żyje normalnie"
nie wydaje mi się, żeby życie pełne gapiów, przechodniów robiących zdjęcia, podglądane przez reporterów itp było życiem normalnym
Ciekawe jakich gadżetów używają w łóżku, stroju płetwonurka? Nie będę mdły i prawił jak to wspaniale że nawet on znalazł miłość, po prostu w głowie mi się to nie mieści. Przepraszam za niepoprawność (obyczajową/polityczną/religijną - niepotrzebne skreślić), ale gdzie my k#$!a będziemy za kilkaset lat jak nawet nie staramy się zachować pozorów doboru naturalnego.
Ten mały koleś w sposób naturalny znalazł kogoś, dzięki komu mógł przekazać swoje geny następnym pokoleniom. Czy nie tak właśnie działa dobór naturalny?
Nie zrozumcie mnie źle, w żadnym razie nie mam nic przeciwko żeby ludzie z wadami genetycznymi tworzyli rodziny. Ja tylko zachodzę w głowę do czego to może doprowadzić, gdybym ja był obciążony genetycznie nie chciałbym przekazać tego swoim dzieciom, kwestia odpowiedzialności, a kiedy choroba jest wyraźnie widoczna, co kieruje taką kobietą, sam chciałbym mieć taki magnetyzm jak ten gość.
@_ts, plus za ciętą ripostę poniżej pasa. :D
Chodzi o to, że tewus nie potrafi pojąć, jak karzeł może mieć całkiem niebrzydką żonę i dziecko, podczas gdy on nawet pasztetowej nie umie poderwać.
Męskie ego cierpi. Okażmy mu trochę współczucia.
Zgadzam się z Tewus'em. Mając przykładowo raka, nie wiem czy odważyłbym się na "zrobienie" własnego dziecka podczas gdy istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo że ono odziedziczy ten "wadliwy kawałek" kodu DNA...
Czy któryś z Was, chciałby żeby wasze dziecko miało raka, tak jak np. Wy, czy jego matka?
@tewus @Dede - rozumiem Was, ale mam inne zdanie. Nie będę się czepiał i rozprawiał tu o naziźmie, ale chciałbym, żebyście zapoznali się z początkową częścią biografii Ludwiga van Beethoveena.
Był pierwszym zdrowym dzieckiem. Miał siedmioro rodzeństwa, z czego dwoje bylo głuchych, dwoje było ślepych oraz jedno upośledzone umysłowo. Był najmłodszy i świadczy to o tym, że najpierw porodziły się chore dzieciaki, a na końcu geniusz. Urodził się bodajże jako dziewiąty (jedno z dzieci zmarło przy porodzie).
Jak dla mnie to samo nieszczęście dla tego dziecka. Przy odrobinie pecha jego potomek będzie wielkości ojca. I myślcie sobie co chcecie, ale żonka jest z nim dla kasy :]
@MrGrandma,
uważasz, że powinni płodzić karzełki aż urodzi się im koszykarz NBA?
Uważam, że każdy ma prawo do posiadania własnej rodziny, jeśli tylko tego chce i nie powinno się tu mówić o jakichś złych genach. Miłość to miłość. Przecież to "tylko" jedno dziecko, a poza tym myślę, że te "złe" geny są recesywne i tutaj byłoby raczej odwrotnie - płodziliby i płodzili, urodziłoby im się sporo normalnych dzieciaków i tylko jeden "zły".
"gdzie my k#%#a będziemy za kilkaset lat jak nawet nie staramy się zachować pozorów doboru naturalnego"
Sam fakt wykopania tego reportażu świadczy o tym, że takie związki to coś rzadkiego, niespotykanego. Naprawdę sądzisz, że jeśli ktoś chory raz na jakiś czas spłodzi dziecko to zaburzy coś w gatunku? To tak jakbyś do pojedynczej cząsteczki w herbacie mówił, żeby się tak nie ociągała, bo zaraz Ci herbata wystygnie przez to.
A w ogóle to masz na myśli dobór płciowy, a nie naturalny. Z doborem naturalnym gość sobie poradził, skoro żyje.
Czy nie jest tak że mutacja która powoduje niski wzrost może być korzystna w obecnym środowisku? Nie musimy już polować na mamuty ani orać pola prostymi narzędziami. Karły potrzebują mniej pożywienia, mniej przestrzeni życiowej, mogą wykonywać bardziej precyzją pracę. Autobusy, bloki mieszkalne itp. pomieściły by 4 razy więcej ludzi. Według mnie to nie żadne obciążenie genetyczne tylko korzystna mutacja.
według mnie bardzo dobrze są dobrani dla dobra dziecka ... Matka wysoka , a Tata niski ( dla zachowania równowagi ) .. zastanów się zanim coś napiszesz.
To nie chodzi o obciążenia genetyczne.Większość ludzi chorych i zdrowy chce mieć dzieci.Taka normalna kolej rzeczy. Czemu niby ktoś miałby na to dziecko się nie zdecydować??Szansa na to że potomek przejmie chorobę po rodzicu jest różna, zależy od choroby, ale większość osób jednak na to dziecko decyduje. Przykład: Agata Mróz
"Większość chorób genetycznych ma charakter monogeniczny (przyczyną dysfunkcji jest jeden wadliwy gen) i wywołana jest przez tzw. geny recesywne, które z kolei ujawniają się tylko u homozygot (osobnik z dwiema kopiami recesywnego genu) a jednostki heterozygotyczne (jedna kopia genu recesywnego) przeważające w każdej populacji, przekazują geny recesywne swojemu potomstwu które staje się nosicielami wadliwego genu – choroby genetyczne i wadliwy materiał genetyczny krążą zatem w populacji w formie ukrytej, gdyż nie da się ich wcześniej wykryć dopóki nie nastąpi homozygota. Z tego punktu widzenia selekcja metodami eugenicznymi jest bezcelowa – aby była ona skuteczna należałoby zastosować tzw. selekcję absolutną, czyli nie dopuszczać do rozrodu żadnego osobnika dotkniętego chorobą genetyczną przez 22 pokolenia (czyli ok. 450-500 lat) – wtedy uzyskano by częstotliwość występowania danej choroby genetycznej mniejszą o zaledwie 1%. Natomiast dalsze obniżenie częstotliwości występowania choroby o 0,01% wymagałoby zastosowania takiej selekcji przez 68 pokoleń (ok. 1300-1400 lat)."
Dziedziczenie, jak widać, jest na tyle skomplikowane, że nie warto ograniczać takich ludzi w tworzeniu własnej rodziny.
Nagietka, fraktalka89 to dobrze wytłumaczyła cytatem, ja to wytłumaczę prościej :)
To, że osoba zarażona chorobą ma dziecko, nie znaczy, że ono także jest chore (jeśli dziewczynka - może być TYLKO nosicielką, jeśli chłopiec - może być zdrowy; szansa na to czy dziecko będzie zdrowe bądź nie będzie chore to 50%).
Na przykładzie daltonizmu:
Daltonizm przenoszony jest z chromosomem X, matka ma dwa chromosomy X, ojciec ma X i Y. D- zdrowy
d- chory
Matka nosicielka x chory ojciec
XD Xd Xd Y
W wyniku łączenia tych gamet powstają takie osobniki:
XDXd (kobieta nosicielka)
XDY (zdrowy mężczyzna)
Xdd (chora kobieta)
XdY (chory mężczyzna)
Tak więc mężczyzna, którego przodek był daltonistą (lub nosicielem), ma dwie możliwośći, być zdrowym lub chorym.
Matka zaś, której przodek był daltonistą (lub nosicielem) jest albo chora, albo jest nosicielką.
Z powyższego przykładu wynika, że jeśli chory jest mężczyzna, a matka jest tylko nosicielką, (przy jednym dziecku) mają szansę, że gen ten nie zarazi potomków (zostanie w pokoleniu rodziców, a dzieci będą całkiem zdrowe, jeśli z kolei nie będą one mieć swoich dzieci z osobą chorą/nosicielką), równą 25%.
Nie mam czasu szukać w google, ani pisać samemu innych krzyżówek w tej chwili, ale opisałem najczęstszy przypadek, jeśli oboje rodziców miało przodka chorego/nosiciela.
A mamusia mówiła : "Synku! Pij mleko bo nie urośniesz!" No i teraz ma za swoje. Bynajmniej jego dzieciak lubi mleko, albo jada soję zmodyfikowaną genetycznie.
Podobny motyw był w filmie "Ciekawy przypadek Benjamina Buttona" - Benjamin urodził się jako staruszek i zmarł jako niemowlak, przy czym dziewczyna urodziła mu dziecko, lecz on był mądrzejszy i nie chciał zepsuć dzieciństwa dziecku :>
Teraz może jeszcze nie - ale jak dzieciak pójdzie do szkoły to będzie pośmiewiskiem przez ojca. Miłość, szczęście i ogólnie tego typu sprawy są naprawdę bardzo fajne i nikomu nie można ich zabraniać ale dzieci to bardzo brutalne i nieprzyjemne stworzenia które tylko patrzą by komuś dokuczyć dla samego faktu że są w stanie to zrobić - a tutaj się pojawił idealny powód - tatuś karzełek i nikt mi nie wmówi że ten dzieciak w szkole nie będzie miał przechlapane.
Ciekawe jak się czuje ta kobieta w łóżku z mikrusem? Gdy dziecko w nocy przyjdzie do nich do łóżka spać (jak większość dzieci czasem robi) może zajść pomyłka w sposobie przytulania...
Komentarze (79)
Reklamy Google
pokaż pozostałe komentarze (59)
-
-
-
Otomoto.plJohn Deere 6310 Ługi Rętki k.Siedlce, 79000 PLN
Citroën C5 Żyrardów, 37900 PLN
Mercedes-Benz 1835 ACTROS wywrotka Kowary, 69500 PLN